Jak wczesnodziecięce doświadczenia wpływają na postrzeganie obecnej sytuacji?

Maria Kaczorowska, psycholog, autorka "Miłych Obrazków" i "Codziennego Treningu Wdzięczności".

Patrycja Juszkat: Dlaczego niektórzy w obliczu zagrożenia odczuwają znacznie silniejszy lęk, łatwo wpadają w panikę?

Maria Kaczorowska: Każdy człowiek ma swój wyjątkowy sposób odbierania rzeczywistości i reagowania na nią. Częściowo jest on zależny od naszych genów, ale równie ważne jest środowisko – od tego, którego zaznaliśmy jeszcze w brzuchach naszych matek, po to, w którym żyjemy dziś i które może wzmacniać, lub osłabiać nasze lękowe reakcje. Dodatkowym elementem jest doświadczenie traumy, które może uwrażliwić nasz system nerwowy na postrzeganie niebezpieczeństwa. Mówiąc o traumie, mam na myśli nie tylko kataklizmy i wypadki, ale wszelkie sytuacje, kiedy czujemy zagrożenie dla naszego życia, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie możemy z tym zagrożeniem nic zrobić. Co okrutne, taką traumę przechodzi prawdopodobnie duża część społeczeństwa doświadczając w wieku dziecięcym nadużyć ze strony dorosłych. Cały problem traumy i jej wpływu na ciało świetnie opisuje Bessel van der Kolk w swojej książce „Strach ucieleśniony”.

Patrycja Juszkat: Jak wczesnodziecięce doświadczenia wpływają na postrzeganie obecnej sytuacji?

Maria Kaczorowska: Trauma wczesnodziecięca może prowadzić do zmian w pracy mózgu. Obszary odpowiedzialne za pobudzenie i hamowanie pracują w sposób rozregulowany, u jednych wciskając pedał gazu i prowadząc do szybkiego wydatkowania energii i utraty zasobów, a u innych zaciągając bez przerwy hamulec, lub robiąc obie czynności naprzemiennie w sposób nieadekwatny do sytuacji. Uczenie się świata w takich warunkach sprawia, że cała jego konstrukcja jest naznaczona piętnem traumy. Jeśli dziecko na skutek doświadczeń postrzega świat jako miejsce zagrażające, a ludzi dorosłych jako niebezpiecznych i niegodnych zaufania, to wiele ścieżek rozwoju pozostaje dla niego zamkniętych. W sklepie z bajecznie kolorowymi słodyczami patrzy przede wszystkim na podłogę, by się nie przewrócić i przez to nie ma możliwości wybrać dla siebie tego, co najbardziej by je uszczęśliwiło.

" Jeśli rodzice są emocjonalnie niedostępni, to właśnie taki model przekazują swojemu dziecku, z dołączoną do tego daru karteczką mówiącą "nie jesteś ważny". "
Maria Kaczorowska
psycholog, autorka "Miłych Obrazków" i "Codziennego Treningu Wdzięczności"

Patrycja Juszkat: Jeżeli miałam nerwową, wiecznie zamartwiającą się mamę, będzie mi teraz trudniej zachować spokój?

Maria Kaczorowska: Dzieci uczą się od swoich rodziców, poza tym oczywiście dzielą te same geny. Jeśli moja mama należy do osób zamartwiających się, to ja również mogę posiadać układ nerwowy skłonny dostrzegać w bardzo intensywny sposób wszelkie zagrożenia. Jeśli do tej skłonności biologicznej dołożymy uczenie się poprzez naśladowanie i środowisko wspierające ten sposób reagowania, na przykład równie lękowych dziadków, to są to warunki cieplarniane dla zaburzeń lękowych.

Patrycja Juszkat: A jeżeli wspominam rodziców jako emocjonalnie niedostępnych, odnoszących sukcesy, ale zaabsorbowanych własnymi sprawami? Jeżeli nie było nikogo, kto towarzyszyłby mi w moich dziecięcych niepokojach, smutkach?

Maria Kaczorowska: Jeśli rodzice są emocjonalnie niedostępni, to właśnie taki model przekazują swojemu dziecku, z dołączoną do tego daru karteczką mówiącą „nie jesteś ważny”. A z taką informacją ze strony rodziców trudno żyć i skutecznie radzić sobie z przeciwnościami. W odpowiedzi na brak zainteresowania światem emocjonalnym dziecka może pojawić się u niego strategia „ja nie jestem w porządku” razem ze „świat nie jest w porządku”, a na obu ciężko budować życie z poczuciem pełni i spokoju.

Pocieszające jest, że mówi się, że dziecko potrzebuje przynajmniej jednej dobrej, bezpiecznej relacji, by rozwinąć zdrową osobowość. Jeśli dziecko ma do dyspozycji obecność serdecznego mu dorosłego, który posiada kompetencje emocjonalne i własne umiejętności radzenia sobie z lękiem i zechce mu je przekazać, to bez wątpienia jest to wielki zasób. Będąc osobą ważną w relacji z takim dorosłym dziecko uczy się wzorców skutecznego radzenia sobie z własnym lękiem, a przy okazji dostaje komunikat: „jesteś istotny”, tak potrzebny do zbudowania pozytywnego obrazu samego siebie i otaczającego świata.

" Jeśli dziecko ma do dyspozycji obecność serdecznego mu dorosłego, który posiada kompetencje emocjonalne i własne umiejętności radzenia sobie z lękiem i zechce mu je przekazać, to bez wątpienia jest to wielki zasób. Będąc osobą ważną w relacji z takim dorosłym dziecko uczy się wzorców skutecznego radzenia sobie z własnym lękiem, a przy okazji dostaje komunikat: "jesteś istotny", tak potrzebny do zbudowania pozytywnego obrazu "
Maria Kaczorowska
psycholog, autorka "Miłych Obrazków" i "Codziennego Treningu Wdzięczności"

Patrycja Juszkat: A co z osobami, które musiały zawsze „dawać sobie radę”? Ojciec alkoholik, matka na dwóch etatach, ledwo wiązała koniec z końcem. Ktoś musiał ogarniać młodsze rodzeństwo, ugotować obiad. Nie było przestrzeni na łzy, wieczorne tulenie…

Maria Kaczorowska: Jeśli dziecko znalazło się w takiej sytuacji, że musiało wejść w rolę rodzica, to po pierwsze może rozwinąć odpowiedzialność, która na pierwszy rzut oka wydaje się czymś pozytywnym, ale wyczerpuje zasoby dziecka, które mogłyby być zużytkowane na innych polach. Poza tym w tej sytuacji brakuje wzorców, jak to właściwie jest być dzieckiem, ale też jak być odpowiedzialnym dorosłym, dbającym o granice swoje i innych. To bardzo ważne z tymi innymi – bo jeśli osoba, która weszła w rolę rodzica nareszcie sama nim zostaje, to nieświadomie może wchodzić w rolę dziecka i oczekiwać od swojego potomka, że ten zajmie się jego dobrym samopoczuciem. Innymi słowy, w końcu może przeżyć swoje ukradzione dzieciństwo.

Patrycja Juszkat: Jak może pomóc sobie osoba, która postrzega świat przez pryzmat zagrożenia, niebezpieczeństwa, żyje w ciągłym strachu?

Maria Kaczorowska: Jeśli zostaliśmy obdarzeni przez rodziców i los urodą układu nerwowego, który bardzo mocno reaguje na zagrożenie, to w tej sytuacji niewiele można zmienić bez akceptacji samego siebie. Wewnętrzny monolog, polegający na dokopywaniu samemu sobie, niestety wcale nie pomoże. Ważne, by nie próbować uciekać od nieprzyjemnych myśli i uczuć, ale pozwolić im płynąć przez siebie i odejść. Uczy tego oczywiście medytacja, której teraz możemy uczyć się nawet za pomocą aplikacji na smartfon. Przydatna może być koncepcja cyklu stresowego opisana w książce Emily i Amelii Nagosky „Burnout” i podane tam sposoby radzenia sobie z napięciem: aktywność fizyczna, ekspresja artystyczna, stosowanie technik oddechowych, głośny śmiech lub płacz, czy czynności pielęgnacyjne. W sytuacji, gdy lęk jest paraliżujący i wpływa negatywnie na nasze życie na jakimkolwiek polu, warto udać się do psychoterapeuty, by w bezpiecznym środowisku poznać lepiej mechanizmy stojące za naszym samopoczuciem i nauczyć się technik kontrolowania ich. Być może jako dodatek przydatna w opanowaniu lęku będzie również zalecona przez psychiatrę farmakoterapia, która zmniejszając lęk, ułatwi proces zmiany.

Patrycja Juszkat: Dziękuję za wartościową rozmowę.

Poruszyły Cię te słowa…? Podziel się nimi z bliską Ci osobą klikając w odpowiednią ikonkę:

Share on whatsapp
Share on facebook
Share on email
Share on google
Share on twitter