Rozregulowany dorosły nie jest w stanie być regulującym dorosłym- rozmowa z Agnieszką Stążka-Gawrysiak

Agnieszka Stążka-Gawrysiak, facylitatorka Self-Reg, autorka książki "Self-Regulation. Opowieści o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę"

Patrycja Juszkat: Każdy z nas pamięta ból brzucha przed ważnym sprawdzianem, ale u niektórych dzieci ścisk i ból pojawiają się na samą myśl o szkole. Dlaczego?

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: Jeśli tak jest, to ewidentnie dziecko odczuwa w związku ze szkołą duże napięcie. Przyczyny mogą być różne. Najczęściej przychodzą nam na myśl trudności z nauką albo w relacjach z nauczycielami czy rówieśnikami, ale szkoła może dla danego dziecka oznaczać całe mnóstwo innych, nieoczywistych stresorów. Dziecko może na przykład być bardziej niż inne wrażliwe na hałas czy tłok na przerwach, czuć się zagubione w wielkim budynku szkolnym pełnym długich korytarzy, mieć rozmaite trudności rozwojowe utrudniające funkcjonowanie w placówce czy choćby różnić się od rówieśników w taki sposób, który wywołuje ich niezdrowe zaciekawienie (coś o tym wiem jako naturalnie ruda osoba, która w dodatku jako dziecko była otyła i wyższa o głowę od rówieśników oraz nosiła okulary o grubych szkłach). Dziecko jest tym bardziej zestresowane, im więcej rozmaitych stresorów „czyha” na nie w placówce, im są one silniejsze i im wyższa jest jego wrażliwość, czyli reaktywność jego układu nerwowego na stres. Ta z kolei zależy od pewnych wrodzonych predyspozycji oraz od dotychczasowych doświadczeń dziecka.

Patrycja Juszkat: Jakie sygnały powinny nas zaniepokoić? Po czym poznać, że dziecko doświadcza
nadmiernego stresu?

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: Stres w odpowiedniej „dawce” mobilizuje nas, motywuje do działania. Bez stresu nie ma  rozwoju: wystarczy spojrzeć na malutkie dzieci, które uczą się chodzić i raz po raz upadają. Jednak kiedy stres przekracza pewien krytyczny poziom, staje się toksyczny i niekorzystnie oddziałuje na wszystkie obszary funkcjonowania dziecka (dorosłego zresztą też). W obszarze biologicznym mogą pojawić się rozmaite dolegliwości: bóle brzucha, bóle głowy, trudności z zasypianiem lub ponownym zaśnięciem po pobudce w nocy. Mogą zaostrzyć się przewlekłe schorzenia, na przykład alergia pokarmowa, AZS czy astma, a także objawy trudności z integracją sensoryczną (na przykład nadwrażliwość na dotyk albo dźwięki). W obszarze emocji dziecko może być bardziej labilne, gorzej tolerować frustrację, częściej doświadczać gwałtownych nieprzyjemnych emocji i rzadziej odczuwać te przyjemne, wskazujące na zaspokojone potrzeby. W obszarze poznawczym – może mieć trudności z koncentracją uwagi, mniej chętnie podejmować rozmaite wyzwania, ale też mieć problemy z zadaniami poznawczymi, które do tej pory nie sprawiały mu trudności. Może też wykształcić tzw. negatywne zniekształcenie poznawcze, czyli patrzeć na świat „przez czarne okulary”: interpretować rzeczywistość i komunikaty oraz zachowania innych ludzi jako nieprzyjemne czy zagrażające. W obszarze społecznym – może mieć trudności z nawiązywaniem lub podtrzymywaniem relacji z rówieśnikami oraz reagować silniejszym niż dotychczas napięciem na nowe sytuacje społeczne. Wreszcie w obszarze prospołecznym – może wydawać się nieempatyczne, myślące wyłącznie o sobie (choć dzieci do 9. roku życia generalnie kierują się w działaniu głównie własnymi potrzebami) czy wręcz agresywne.

" Nie musimy mieć gotowych rozwiązań ani rad – najważniejsza jest nasza empatyczna obecność i uważność. "
Agnieszka Stążka-GawrysiAk
facylitatorka Self-Reg, autorka książki "Self-Reg. Opowieści o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę"

Patrycja Juszkat: A co z wzorowymi, niesprawiającymi żadnych problemów uczniami? Tymi, których
nauczyciele zawsze chwalą, stawiają za wzór…

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: Częste chwalenie dziecka wbrew powszechnemu przekonaniu nie przyczynia się do wzrostu jego samooceny, lecz raczej wywołuje w nim napięcie czy wręcz lęk i sprawia, że staje się zewnątrzsterowne, uzależnione od ocen innych osób. Chwalenie to wyrażanie aprobaty zależnie od dokonań lub pewnych cech dziecka. W ten sposób dorosły przekazuje dziecku, że nie jest wartością samo w sobie, co oddala je od zdrowego poczucia własnej wartości, które jest niezależne od ocen. Każde dziecko chce być akceptowane przez ważnych dla niego dorosłych. Chwalone dziecko robi zatem więcej tego, za co jest chwalone, natomiast niechętnie podejmuje wyzwania w obszarach, których nie uważa się za jego mocne strony (choć warto podkreślić, że odwrotna zależność niekoniecznie działa: niechęć do podejmowania wyzwań nie musi świadczyć o niskim poczuciu własnej wartości). Wzorowy uczeń pilnie się uczy, byle tylko zasłużyć na dobre oceny i akceptację, niekoniecznie rozwijając swoje mocne strony niezwiązane bezpośrednio z nauką szkolną. Może po wielu latach z żalem stwierdzić, że nadal spełnia oczekiwania innych, tkwiąc w miejscu, które nie sprawia mu żadnej satysfakcji, żyjąc nieswoim życiem.

Patrycja Juszkat: Dzieci chyba nie są do końca świadome swoich stanów emocjonalnych, brakuje im wiedzy o stanach pobudzenia, o tym jak rozpoznać pojawiające się emocje, jakie bodźce je wywołują i przede wszystkim – jak je regulować?

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: U malutkich dzieci regulowanie emocji i pobudzenia odbywa się przede wszystkim przez „regulację z zewnątrz”, przez opiekuna, który w idealnej sytuacji powinien sam mieć wysoko rozwiniętą umiejętność samoregulacji. Dobrze jest nazywać różne stany dziecka w dostosowany do jego wieku sposób, raczej pytając, niż stwierdzając coś jako bezsprzeczny fakt: „Przestraszyłeś się psa?”, „Jesteś trochę niepewna i nie wiesz, co robić?”, „Rozzłościłeś się, bo…?”, „Jesteś głodna, twój brzuszek jest pusty?”, „Masz zimne rączki, pewnie ci zimno?”. Po nazwaniu stanu można zaproponować różne strategie pomocne w osiągnięciu równowagi, wśród których oprócz zaspokojenia potrzeb fizjologicznych (zjedzenie czegoś, założenie sweterka) prym wiedzie przytulenie się do rodzica – najbardziej adaptacyjna strategia samoregulacji, oparta na zaangażowaniu społecznym. Dziecko w ten sposób uczy
się, że można powracać do równowagi po tym, kiedy jakiś stresor nas z niej wytrąci. Maluch sam niekoniecznie domyśli się, że nieprzyjemne odczucie w brzuszku to głód i że zaradzi mu przekąska. Niezwykle ważne jest to, aby szanować odczucia i komunikaty dziecka i nie zmuszać go do założenia czapeczki czy zjedzenia dodatkowego kęsa. Z czasem warto oddawać dziecku coraz więcej odpowiedzialności. To piękne, kiedy kilkulatek, wysłuchawszy naszej propozycji, decyduje się na coś innego, co mu w danej sytuacji pomaga – to oznacza, że ma już nieźle, jak na swój wiek, rozwiniętą samoświadomość i zdolność do samoregulacji.

" Najlepiej nic nie zakładać z góry, lecz autentycznie zainteresować się perspektywą dziecka, wejść w jego świat, być obecnym. "
Agnieszka Stążka-Gawrysiak
facylitatorka Self-Reg, autorka książki "Self-Reg. Opowieści o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę"

Patrycja Juszkat: Od czego warto zacząć?

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: Od siebie! Zawsze od siebie. Im bardziej my sami, dorośli, jesteśmy świadomi swoich
potrzeb, emocji, stanów pobudzenia oraz im więcej mamy strategii, które pozwalają nam się regulować, tym więcej mamy zasobów, aby wspierać dziecko w samoregulacji i tym więcej dziecko czerpie z obserwowania nas. Rozregulowany dorosły nie jest w stanie być regulującym dorosłym.

Patrycja Juszkat: A jak reagować, kiedy kolejny raz słyszymy „Nie chcę iść do szkoły!”?

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: W pierwszej kolejności warto zatrzymać się, zauważyć swoje emocje wywołane tą sytuacją i wyregulować je. Niechęć dziecka do szkoły może budzić w rodzicach niepokój, złość czy lęk. Nierzadko rezonują w nas nasze trudne doświadczenia z dzieciństwa i niekoniecznie wspierające reakcje dorosłych i w efekcie sami zachowujemy się niezbyt wspierająco. Jeśli zadbamy o własny spokój, możemy okazać dziecku empatię i zaciekawić się, co kryje się za tą niechęcią – to od tego zależy sposób, w jaki możemy dziecku pomóc. Czasem wymaga to wiele cierpliwości i iście detektywistycznych zdolności, zwłaszcza, kiedy dziecko wstydzi się źródeł swojego stresu, na przykład tego, że jest wykluczane z zabawy albo ktoś je wyśmiewał na WF-ie.

Patrycja Juszkat: Jaką najważniejszą wskazówką podzieliłabyś się z Czytelnikami?

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: Każde dziecko jest inne i warto nie przykładać do naszej córki czy naszego syna własnej miary. Jeśli coś w naszych szkolnych czasach było dla nas źródłem radości albo stresu, to niekoniecznie będzie tak w przypadku naszego dziecka. Najlepiej nic nie zakładać z góry, lecz autentycznie zainteresować się perspektywą dziecka, wejść w jego świat, być obecnym. Wcale nie musimy mieć gotowych rozwiązań ani rad – najważniejsza jest nasza empatyczna obecność i uważność.

Patrycja Juszkat: Dziękuję za rozmowę:)

Agnieszka Stążka-Gawrysiak: I ja dziękuję!